sobota, 4 sierpnia 2012

Iwan Turgieniew – Rudin


Próżne próby

Zanim Iwan Turgieniew napisał swe magnum opus, „Ojców i dzieci”, gdzie poprzez skrajny nihilizm szukał rozwiązań na przedstawiane przez siebie problemy, powstał „Rudin”, pierwsza powieść rosyjskiego pisarza, tematycznie zbliżona do swej doskonalszej następczyni.

Rzecz dzieję się w jednej z rosyjskich guberni w latach pięćdziesiątych XIX wieku. Do posiadłości Darii Michajłowny Łasuńskiej zamiast oczekiwanego barona przybywa jego znajomy, Dymitr Rudin. Tytułowy bohater już pierwszego wieczoru oczarowuje postawą, elokwencją i lotnym umysłem większość domowników i gości, wygrywając zacięty spór z jednym z obecnych – niezbyt lubianym Pigasowem. Urzeczona osobą przybysza pani domu proponuje dłuższy pobyt, na który też gość z radością przystaje. Żyjąc przez kolejne miesiące za pożyczone od domowników pieniądze, Rudin wdaje się w romans z córką Darii, Natalią. Ukrywane uczucie z czasem wyłania się na światło dzienne, budząc spory sprzeciw pozostałych, w tym podkochującego się w Natalii od dłuższego czasu Wołyncewa.

Choć wątek miłosny stanowi główny aspekt utworu, służy on tylko do ukazania problematyki. „Rudin” to pierwsza powieść, w której Turgieniew przedstawia bezużyteczność inteligencji ówczesnych lat. Główny bohater mimo swych przydatnych cech, takich jak charyzma, sztuka perswazji, empatia, ogromna wiedza, wrażliwość literacka czy przenikliwość, nie jest w stanie podjąć jakiegokolwiek właściwego działania. W kluczowych chwilach nie potrafi zdobyć się na odwagę czy zdecydowanie, by zrealizować jakikolwiek cel, co najwyraźniej ukazane jest podczas końcowej rozmowy z Natalią, która okazuje się bardziej skora to działania niż bohater. Ostatecznie, mimo początkowego wrażenie, wyłania się obraz tchórza i człowieka psychicznie słabego, z którego nie ma żadnego pożytku. Przeciwieństwem postaci są pozostali członkowie okolicznej arystokracji – mimo braku umiejętności pięknego wysławiania się i wygrywania słownych potyczek najbliżsi towarzysze Darii Michajłowny Łasuńskiej okazują się dużo bardziej rzeczowi niż wyśmiewających ich notorycznie przybysz.

Iwan Turgieniew niewątpliwie stworzył bardzo ciekawego bohatera. Choć jego idee i sposób patrzenia na życie nie są tak dopracowane, jak w przypadku Bazarowa z „Ojców i dzieci”, a fabuła powieści wydaje się dużo prostsza (co również daje się zauważyć po objętości tekstu), to „Rudin” mimo wszystko pozostaje pozycją wartą uwagi, głównie ze względu na interesujące dialogi i ciekawą tematykę.

środa, 1 sierpnia 2012

Philip K. Dick – Człowiek z Wysokiego Zamku


Żonglując historią

Społeczeństwo amerykańskie coraz częściej jest poddawane wpływom kultury dalekowschodniej, myśliwce Luftwaffe przelatują swobodnie nad terenami Stanów Zjednoczonych, Niemcy rozpoczynają kolonizację Marsa, a eksterminacja Żydów i Słowian osiągnęła apogeum, doprowadzając prawie do wyniszczenia ras. Taką wizję zwycięstwa II Wojny Światowej przez państwa Osi przedstawia nam Philip K. Dick w jednej z swych najistotniejszych powieści – „Człowieku z Wysokiego Zamku”.

Trzeba przyznać, że autorowi nie brakowało wyobraźni, jeśli chodzi o kreację alternatywnego świata. Dick skrupulatnie opisuje wpływy, jakie dwa zwycięskie mocarstwa – Japonia i Niemcy – wywierają na USA i resztę świata. Taoizm wraz z chińską księgą wróżebną, traktowaną jako niezawodne źródło porad, opanowały amerykańskie społeczeństwo, atmosfera ciągłego zagrożenia charakterystyczna dla państw Europy okupowanych podczas drugiej wojny światowej dotknęła również Stany, a polityczne intrygi należą do codzienności. W obliczu okupanta pojawiają się także masy oportunistów, pragnących przypodobać się przedstawicielom obcej kultury, nie potrafiąc jednocześnie jej dobrze zrozumieć.

W ciekawy sposób przedstawione są również stosunki między Niemcami a Japonią. Dwójka okupantów rywalizuje ze sobą na każdym polu, począwszy od machinacji politycznych i poszerzania wpływów, skończywszy na działaniach zbrojnych („Plan Dmuchawiec”), co w efekcie przypomina „zimną wojnę” odbitą w krzywym zwierciadle i stanowi jeden z najważniejszych wątków tekstu.

Powieści nie można jednak rozpatrywać jednoznacznie. Tytułowy Człowiek z Wysokiego Zamku, Hawthorne Abendsen, napisał bowiem książkę, w której to naziści przegrywają wojnę. Wątek ten przeplata się przez cały tekst, ostatecznie odpowiadając na pytanie, co jest prawdą, a co jedynie złudną fikcją. Autor prowadzi nietypową grę z czytelnikiem, w efekcie ten przez cały czas nie ma pewności, która z przedstawionych wizji jest realna.

Warto zwrócić uwagę na wielowątkowość książki. Dick ukazuje czytelnikowi wewnętrzne działania polityków na światowym szczeblu, historię powstania znienawidzonej przez nazistów powieści, motyw oportunistycznej postawy wobec narzucającej trendy i sposób myślenia, egzotycznej kultury czy nawet z pozoru nieistotne losy dwóch sprzedawców podrabianej biżuterii. Wszystko to przeplata się ze sobą, tworząc zgrabną mozaikę.

Interesująca, choć momentami nieco okrutna i bezpardonowa wizja świata po II Wojnie Światowej autorstwa Philipa K. Dicka miała prawdopodobnie największy wpływ na liczbę nagród, jaką powieść uzyskała. Choć nieco krótka i momentami poplątana, warto ją poznać – choćby ze względu na poruszenie kwestii okrucieństwa i głupoty nazizmu czy wpływu kultury okupanta podczas etapu postwojennego.

niedziela, 29 lipca 2012

Jack Kerouac – Maggie Cassidy

Jack Kerouac, niczym wytrawny pokerzysta, odsłaniał przez lata poszczególne karty ze swego życiorysu, za każdym razem zaskakując czytelników nowymi faktami i odmiennym stylem. W ten sposób otrzymaliśmy reportaż z najbardziej aktywnego i przygodowego etapu życia w postaci szczytowego „W drodze” czy gorzkie spojrzenie na całokształt beat generation i młodzieńczych poczynań autora („Big Sur”). Dla polskich czytelników nadszedł czas na poznanie kolejnych sekretów; tym razem związanych z młodością owianego legendą pisarza. Kim jest tajemnicza „Maggie Cassidy”?

Powieść opowiada o pierwszej wielkiej miłości Jacka Duluoza, alter ego Kerouaca, do tytułowej bohaterki, będącej uosobieniem piękna, szaleństwa i wdzięku. Wiodący beztroskie dzieciństwo Jack żyje z dnia na dzień, spędzając czas z przyjaciółmi na żartach, włóczęgostwie, grze w piłkę i małomiasteczkowych potańcówkach. Na jednej z takich imprez poznaje nieprzeciętną Maggie Cassidy, której od pierwszego spotkania wpada w oko. Książka ze sporym dystansem opisuje pierwsze miłosne perypetie pisarza – drobne zdrady, wkradającą się do życia zazdrość, wzajemne poznawanie się dwojga płci i pierwszy seks.

Tym, co początkowo zdaje się być w tle, a z czasem wyłania się na pierwszy plan, jest fakt, że „Maggie Cassidy” to powieść poświęcona nie miłości, a przede wszystkim młodości. Pisarz z utęsknieniem wspomina utracone dzieciństwo, pierwsze lokalne przyjaźnie, relacje z kobietami oraz rodzinny dom. W oczy rzuca się beztroska, niewinność i kompletny brak życiowego doświadczenia, dodające uroku temu etapowi życia. Ukazując mijające w błyskawicznym tempie lata, Kerouac sprawia wrażenie człowieka pogodzonego ze stratą, a jednocześnie nieco z jej powodu zgorzkniałego i pustego. W efekcie również czytelnik przenika melancholijnym nastrojem, co skutkować może masą przemyśleń o podobnym charakterze.

Nie tylko względy fabularne odróżniają „Maggie Cassidy” od pozostałych teksów pisarza; zupełnie inny jest także styl. Autor posługuje się często metaforami i personifikacją, budując długie, poruszające zdania. Przypomina to próbę połączenia poezji z prozą i w efekcie potęguje wrażenie sentymentalności tekstu, który przypomina poniekąd panegiryk napisany na cześć młodości.

„Maggie Cassidy” to kolejna świetna powieść w dorobku amerykańskiego guru bitników. Tym razem jednak więcej jest smutku niż śmiechu; zarówno poszczególne rozdziały, jak i gorzkie, niejednoznaczne zakończenie mogą wprawić czytelnika w stan melancholii i zmusić do przemyśleń na temat utraconych lat życia, sprawić, że jeszcze raz zatęsknimy za pierwszą,  płomienną, niewinną miłością, rodzinną okolicą czy bezinteresownymi i oddanymi przyjaciółmi.

Pierwotnie publikowane w serwisie Gildia.pl.

czwartek, 26 lipca 2012

Neil Gaiman – Nigdziebądź

Codzienność przez pryzmat przygody

Życie zmienia się jak w kalejdoskopie, o czym może się przekonać Richard Oliver Mayhew. Wartości, które przez większą część życia hołubił, takie jak dobra praca, piękna kobieta i normalne życie, stają się nieistotne wraz ze spotkaniem kobiety o osobliwym imieniu – Drzwi. Dzięki niej wiodący do tej pory typowe życie londyńczyk poznaje świat, o jakim nie miał pojęcia, odkrywając przy tym bezsens i pustkę swej dotychczasowej egzystencji.

"Nigdziebądź" to przede wszystkim porywająca od pierwszych stron historia, wypełniona aż po brzegi szalonymi przygodami, nietypowymi kreacjami miejsc i bohaterów oraz intrygującą symboliką. Wspomniany Richard w wyniku przypadkowego splotu wydarzeń trafia do Londynu Pod, miejsca zupełnie odmiennego od metropolii, którą – jak dotąd sądził – znał jak własną kieszeń. Tam ponownie spotyka tajemniczą Drzwi, którą jeszcze kilka dni wcześniej ocalił przed wykrwawieniem. Poszukując drogi do domu, wspomaga nowopoznaną towarzyszkę oraz jej pozostałych kompanów – Markiza de Carabasa i Strażniczkę – starających się odnaleźć morderców rodziny dziewczyny. Jak w każdej bajce, także i tu pojawią się jednak czarne charaktery, utrudniające bohaterom dotarcie do celu.

"Nigdziebądź" to właśnie świetnie napisana bajka, będąca odruchem obronnym wobec szarości i miałkości życia w dzisiejszym świecie, co trafnie podkreśla końcowy morał. Model życia, uznawany dziś powszechnie za normalny, zostaje ukazany w zestawieniu ze światem pełnym niecodziennych przygód, obfitujących w krwawe pojedynki, intrygi, pościgi i mistyczne próby. Kontrast, jaki otrzymuje czytelnik, daje sporo do myślenia, zwracając uwagę na powszedniość i przewidywalność spopularyzowanego, konsumpcyjnego trybu życia oraz wynikającą z niego pustkę egzystencji.

Aż roi się tu od masy bardziej lub mniej luźnych nawiązań do literatury (choćby "Kota w butach" Charlesa Perraulta), religii (obecność aniołów) czy mitologii (potężne artefakty, niepokonane bestie). Na szczególną – poza szalonym biegiem wydarzeń – uwagę zasługują również bohaterowie. Świetnie prezentuje się zarówno protagonista – szczególnie biorąc pod uwagę to, w jak autentyczny sposób reaguje na niezwykłości Londynu Pod – jak i postaci poboczne, takie jak wspomniany Markiz de Carabas, będący ucieleśnieniem sprytu, finezji i ciętej riposty, czy mająca mocne poczucie misji Strażniczka. Doczepić można się ewentualnie do dwójki czarnych charakterów, których nieco infantylne żarty o torturowaniu i mordowaniu prześladują przez całą powieść zarówno bohaterów, jak i czytelnika.

Wisienką na torcie jest ciekawie skonstruowany świat Londynu Pod. Gaiman, który większą część życia spędził właśnie w stolicy Wielkiej Brytanii, bazując na autentycznych miejscach, takich jak stacje metra, stworzył niezwykle rozbudowaną lokację. Niedostępny dla większości klasztor, zmieniający ciągle swoje położenie Ruchomy Targ czy domena jednego z aniołów to tylko kilka z miejsc, które przyjdzie nam odwiedzić. Ze skrupulatnością opisane są również zamieszkujące je istoty, dzięki czemu na kartach powieści spotkamy się z tajemniczymi Szczuromówcami, ascetycznymi mnichami, zdradliwymi Lamiami czy uchodzącą niemal za legendę londyńską Bestią.

"Nigdziebądź" to powieść świetna – porywająca, osobliwa, trzymająca w napięciu i dająca sporo do myślenia na temat fundamentalnych wartości życia w dzisiejszych czasach. Po zakończeniu lektury aż żal wracać do normalnego świata, gdyż – podobnie jak w przypadku Richarda – możemy poczuć się nim nieco zawiedzeni.

Pierwotnie publikowane w serwisie POLTERGEIST.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Tama Janowitz – W pewnym wieku


Polująca panna młoda

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałaby damska wersja bohaterów Breda Eastona Ellisa? Na to pytanie odpowiada Tama Janowitz. Bohaterka powieści „W pewnym wieku” wydaje się być ich idealnym odbiciem, biorąc pod uwagę zepsute i pozbawione wartości kreacje, zawarte choćby w zbiorze „Informatorzy”. Panie i panowie, czas poznać Florence Collins!

Powieść opowiada o trzydziestodwuletniej mieszkance Manhattanu, której jedynym celem jest znalezienie bogatego i cenionego męża. Ślepe dążenie do wyższego statusu społecznego prowadzi bohaterkę do kolejnych desperackich prób wzbudzenia zainteresowania otaczających ją, nowopoznanych mężczyzn. Wychodząc z założenia, że cel uświęca środki, Florence jest zdolna do wszystkiego, by spełnić swoje marzenie – seks z obcymi, obojętnymi jej facetami, narkotyczne wojaże i spowijająca wszystko obłuda w świecie Collins są na porządku dziennym. Jedynym, czego protagonistka nie potrafi dostrzec, jest fakt, że czym śmielsze i rozpaczliwsze próby chwytania się ostatniej deski ratunku podejmuje, tym częściej otoczenie zaczyna traktować ją jak czarną owcę, odcinając się powoli od jej towarzystwa.

„W pewnym wieku” to przede wszystkim krytyka konsumcjonistycznego stylu życia i współczesnego amerykańskiego społeczeństwa, opętanego żądzą wzbogacenia się. Świetnie ukazuje to przykład Collins – bohaterka wydaje pieniądze intuicyjnie, nie zastanawiając się ani nad ich wartością, ani nad wartością rzeczy, które kupuje. Codzienne wydatki sprawiają wrażenie nałogu nie do wyleczenia, mimo że tak naprawdę bez większości z nich protagonistka byłaby w stanie się obyć. Kolejny przytyk wymierzony jest w pretensjonalność i obłudę nowojorskiego środowiska. Przyjaźń, miłość czy lojalność wydają się tutaj jedynie pustymi frazesami. Znaczenie mają jedynie wpływy, stan konta i społeczne uznanie. Dobrym tego przykładem jest główna bolączka bohaterki – trudność ze znalezieniem odpowiedniego kandydata męża. Florence nawet przez chwilę nie zastanawia się, w jaki sposób samemu osiągnąć dany status społeczny – jedyną drogą jest ślub z właściwym mężczyzną. To właśnie tego typu kobiety – żony uznanych nowojorczyków – podziwia i obdarowuje zazdrosnymi spojrzeniem.

Warto się przyjrzeć samej bohaterce. Janowitz stworzyła postać, w której sztuką jest znalezienie jakichkolwiek pozytywnych cech. Florence to pozbawiona wartości, próżna amerykanka, dla której znaczenie mają jedynie uroda, poderwanie dobrej partii i odpowiedni stan konta. Pisarka świetnie ukazuje upadek protagonistki – jej lekceważący sposób traktowania osób, które wykazują nią jakiekolwiek zainteresowanie, z czasem obraca się przeciwko niej. Wady swej protekcjonalnej postawy zauważa jednak dopiero, gdy orientuje się, do jakiego stopnia środowisko, w którym się obracała, ją ignoruje. Na życiowy kryzys bohaterki wpływ mają także brak odpowiedzialności, lekceważący stosunek do pracy i ciągła rozrzutność.

„W pewnym wieku” to bardzo interesujące ujęcie amerykańskiej, coraz bardziej amoralnej i kulejącej mentalności, tym razem z punktu widzenia jednej z najnieprzyjemniejszych bohaterek, z jakimi miałem do czynienia. Warto dodać, że od opowiedzianej przez Janowitz historii nie sposób się oderwać – to, do jak nikczemnego czy głupiego posunięcia zdolna jest jeszcze Florence, nie daje spokoju do ostatnich kart powieści.

piątek, 13 lipca 2012

Stanisław Lem – Solaris


To żyje!

Dziesiątki wydawanych regularnie wznowień, trzy niezwykle popularne ekranizacje i jedno nazwisko. To, że „Solaris” Stanisława Lema jest jednym z najwybitniejszych osiągnięć literatury science-fiction, pozostaje faktem niezaprzeczalnym. Za sprawą czego jednak książka zyskała tak ogromny rozgłos?

Kris Kelvin przybywa na Solaris, tajemniczą planetę, będącą dla Ziemian na etapie poznawania, by wesprzeć tamtejszą stację badawczą. Wieści, którymi bohater zostaje powitany, nie należą do najweselszych – jeden z jego znajomych, pracujący na stacji Gibarian, okazuje się być martwy. Dodatkowo atmosfera wśród stacjonujących wydaje się cokolwiek dziwna. Z czasem Kelvin poznaje przyczynę owej paranoi, powiązaną mocno z największym sekretem Solaris – niezbadanym oceanem, przypominającym strukturą i wywieranym na otoczenie wpływem żywą istotę.

„Solaris” to niezwykle oryginalne spojrzenie na problem pierwszego kontaktu. Przebywający na stacji bohaterowie spotykają idealnie odwzorowane modele niekiedy już nieżyjących ludzi, których spotkali lata temu na Ziemi. Mają świadomość, że po części są one tworem ich wspomnień, po części dziełem obecnej na planecie, niewyjaśnionej siły, która nadaje im fizyczny kształt. Wszystko to sprawia, że to nie spotykani na stacji ludzie z przeszłości a ich kreator, owiany tajemnicą ocean, ukazany jest jako obca forma inteligencji, z którą kontaktu próbują podjąć się bohaterowie powieści.

Tekst ukazuje kruchość i brak znaczenia człowieka we wszechświecie. Wspomniany ocean, w stosunku do istoty ludzkiej, sprawia wrażenie niezmierzonego molochu, kierującego się własnymi, pokrętnymi zasadami i niezrozumiałą dla człowieka logiką. Efektem tego nie tylko kontakt, ale nawet próby zbadania tajemniczej masy kończą się fiaskiem, co podkreśla słabość ludzkiej rasy. Ostateczne porównanie oceanu do zalążka rozwijającego się bóstwa chyba najtrafniej oddaje przepaść między nim a człowiekiem.

„Solaris” to nie tylko jednak interesujące spojrzenie na pierwszy kontakt, ale również świetna powieść. Autor rozwija równolegle kilka wątków, połączonych wspominanym wyżej motywem badania planety. Mamy do czynienia z problemami natury uczuciowej, kwestią niezgodności w grupie, wywołaną zgubnym wpływem paranoi i wzajemnych podejrzeń, oraz wciągającymi opisami planety – jej historii, warunków geograficznych i atmosferycznych, a także przebiegu poszczególnych badań i natury wyjątkowego oceanu. Wszystkie wątki przeplatają się, nadając akcji tempa, a biorąc pod uwagę niezbyt duży rozmiar powieści, całość czyta się w mgnieniu oka. Kolejnym atutem temu sprzyjającym jest styl Lema. Pisarz stroni od fachowego języka, dostosowując poziom do przeciętnego odbiorcy, dzięki czemu język nie koliduje z szybkością pokonywania kolejnych rozdziałów.

„Solaris” jest powieścią, która powinna przypaść do gustu zarówno ortodoksyjnym fanom science-fiction, jak i najzwyklejszym miłośnikom dobrej literatury. Lemowi z łatwością udaje się połączyć naukowe wywody i niezwykle interesujące teorie z porywającą fabułą, dzięki czemu spektrum potencjalnych odbiorów powinno być szerokie. Dodatkowym atutem jest także wyjątkowa, mroczna i duszna atmosfera powieści, spowodowana ciągłym zagrożeniem i świadomością odcięcia od wszelkich form cywilizacji. 



Jedna z trzech wspomnianych w leadzie ekranizacji jest stosunkowo świeża, poniżej wrzucam trailer. Clooney w roli głównej, więc panie powinny być wniebowzięte ;)

PS Film obejrzałem i stwierdzam, że jest strasznym gniotem. Najważniejsze wątki zostały pominięte (nawet nie ma mowy o wspomnianym oceanie, chyba najważniejszym elemencie Solaris), a całość przypomina nakręcone bez polotu romansidło.

poniedziałek, 9 lipca 2012

Norman Mailer – W niewoli seksu


Poszukując odpowiedzi

Seks zawsze był tematem kontrowersyjnym i wzbudzającym jednocześnie spore zainteresowanie. Dogmaty poszczególnych wyznań, pruderyjność i pseudomoralność sprawiły jednak, że przez większość czasu miał charakter tabu. W sukurs przyszło jednak amerykańskie społeczeństwo, które – za sprawą głośnej rewolucji seksualnej – wpłynęło na postrzeganie kontaktów damsko-męskich na całym świecie. Tematu tego nie mógł przepuścić Norman Mailer.

„W niewoli seksu” to poniekąd fabularyzowany dokument, przedstawiający rewolucje seksualną z różnych punktów widzenia. Autor przez większą część powieści krytykuje feministyczne teksty, prowadząc polemikę z jedną z przodowniczek ruchu – Kate Millett. Analizując teksty prawniczki, demaskuje głupotę i zakłamanie jej zarzutów, opierających się w głównej mierze na niedomówieniach i celowo wprowadzających w błąd interpretacjach rozmaitych tekstów. Najbardziej dostaje się jej za krytykę powieści Henry’ego Millera, której obronie Mailer poświęca bez mała jedną czwartą książki. Cytując fragmenty tekstów Millett a następnie porównując z prozą Millera, ujawnia masę półsłówek i mylnych wniosków. Zauważa także, iż kobieta w kilku miejscach zaprzecza samej sobie.

Mailer rozwodzi się z odwagą na temat wpływu technicyzacji i coraz bardziej hedonistycznego stylu życia na stosunek płciowy oraz życie dwojga partnerów. Autor bardzo sceptycznie podchodzi do tego typu rozwoju. Dostaje się między innymi rosnącej liczbie gadżetów służących do samozadowolenia oraz samej idei masturbacji, która – według pisarza – odziera faceta z męskości, rozwijając seksualne instynkty w złym kierunku i doprowadzając ostatecznie do obłędu. Kolejne fragmenty poświęcone są sztucznemu zapładnianiu, idei aborcji oraz różnicą między czystą, osiąganą poprzez rozwijającą technologię rozkoszą a zwyczajnym stosunkiem dwojga ludzi, który – zdaniem autora – buduje więź i wpływa pozytywnie na nastrój, funkcjonowanie organizmu i postrzeganie świata (będąc tym samym przeciwieństwem masturbacji).

Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki napisany jest dokument. Mailer nie stroni o złośliwego humoru, ironii i masy cynicznych, zabawnych komentarzy, zarówno w stosunku do modeli ludzkich zachowań, jak i wyśmiewanych kolejno tekstów. Z kart dokumentu aż tętni literacki dystans – Mailer nie zgrywa specjalisty od spraw seksualnych, przeciwnie, sprawia wrażenie człowieka zastanawiającego się nad problemem, dzielącego się swoimi luźnymi, niezbyt fachowymi przemyśleniami, których nie jest do końca pewny, przez co nie sposób nie sympatyzować z narratorem.

„W niewoli seksu” to pozycja warta polecenia, szczególnie dla zainteresowanych tematyką. Mailerowi nie można nic zarzucić – dzieli się jedynie poglądami, broni racji swoich oraz cenionych przez siebie pisarzy, każde krytyczne zdanie zgrabnie podpierając mocnymi argumentami, których nie sposób odeprzeć. A wszystko to w arcyzabawnej oprawie.