Hiszpania u progu pożogi

Autor powieści, którego znakiem firmowym było powracanie do historii
Hiszpanii z okresu post-francowskiego, tym razem sięga do genezy
wydarzeń, które zapoczątkowały okres panowania słynnego generała. Rzecz
dzieje się w roku 1936 w Madrycie, który – podobnie jak cała Hiszpania –
stoi u progu rewolucji. Napięta sytuacja nie zdaje się jednak przerażać
głównego bohatera – prestiżowego brytyjskiego znawcy historii sztuki i
fascynata hiszpańskiego malarstwa, Anthony’ego Whitelandsa, który na
zlecenie angielskiego marszanda przybywa do stolicy, by wycenić kolekcję
obrazów pewnego arystokraty.
Walka kotów to próba rozliczenia się z okresem w historii
Hiszpanii, którego Mendozie nie było dane poznać – z krajem sprzed
wybuchu trwającej trzy lata wojny domowej, która na zawsze zmieniła jego
oblicze. Dystans pisarza do opisywanych wydarzeń podkreśla ukazanie ich
z perspektywy obcokrajowca, w dodatku człowieka apolitycznego, którego
znajomość Hiszpanii obejmuje jedynie aspekt kulturowy kraju. W tym
wyrzeczeniu się roli politycznego komentatora i aktywnego członka
ówczesnych wydarzeń można dopatrywać się postawy samego pisarza, który
jedyne, co ma wspólnego z tamtym okresem, to szeroko rozumiana sztuka.
Zmiany polityczne okazują się tylko narzuconą przez bieg historii
koniecznością, która wywarła ogromny wpływ na dalsze losy Hiszpanii, w
tym życie młodego pisarza. Niemożność zapobiegnięcia pewnym zjawiskom
zdaje się z kolei symbolizować rola głównego bohatera, który w skutek
nieszczęśliwego zbiegu okoliczności i wbrew własnym poglądom zostaje
wplątany w machinacje związane z nadchodzącym przewrotem.
Sporo miejsca poświęcone jest raczkującej, lecz szybko rozwijającej się
wówczas w Hiszpanii nazistowskiej ideologii, która – jak pokazują
kolejne przykłady – mimo iż nie była nawet do końca zrozumiana przez
młodzież, to właśnie ją przyciągnęła najmocniej. Autor zdaje się
ubolewać nad losem kolejnych młodych ludzi, którzy – wierząc ślepo
wpajanym przez charyzmatycznych przywódców ideałom – gotowi są chwycić
za broń i ginąć w imię utopijnych wizji przyszłości.
Podobnie jak w przypadku utworów poświęconych tego typu tematyce, także w Walce kotów
możemy dopatrywać się antynomii: totalitaryzm – kultura (w domyśle
także sztuka). Mendoza sprawia wrażenie hiszpańskiego odpowiednika Ericha Marii Remarque’a
(przy czym należy zaznaczyć, że niemiecki pisarz urodził się nieco
wcześniej, a większość opisywanych historii był w stanie zobaczyć na
własne oczy) – obaj autorzy w podobny sposób potępiają zmiany niesione
wraz z ideami nazizmu, ukazując je z perspektywy kultury danego kraju,
która przez wiele lat stanowiła o jego tradycji i znaczących
wartościach, a w obliczu nowego porządku jej rola zostaje albo
zepchnięta na drugi plan, albo – jak w przypadku polityki III Rzeszy –
całkowicie zdeprecjonowana i zniszczona. W najnowszej powieści Mendozy
sztuka odgrywa rolę istotną jedynie dla głównego bohatera. Pozostali
zdają się uprzedmiotawiać poszczególne osiągnięcia, marginalizując jej
rolę lub wykorzystując ją w celach zarobkowych.
Walka kotów nie opiera się zabiegom charakterystycznym dla
współczesnego pisarstwa, o czym świadczy istotna rola fabuły. Ta jest
naprawdę rozbudowana. Mendoza czerpie pełnymi garściami z thrillera,
przez co cały tekst tętni niepewnością i częstymi zwrotami akcji oraz
zachowanym do ostatnich stron suspensem. Rola tegoż zabiegu jest dosyć
ważna – dzięki niemu pisarz przyobleka warte poruszenia,
historyczno-polityczne kwestie w niezwykle atrakcyjną dla współczesnego
czytelnika szatę. W efekcie obcujemy z powieścią elektryzującą, która
nie unika trudnych komentarzy i trafnych obserwacji.
Tekst pierwotnie publikowany w serwisie Gildia.pl.